logoARTMEDIUM | цсм

Кшиштоф Войцеховський . «2, 4, 24»

Кшиштоф Войцеховський

«2, 4, 24»

виставка фото

 

«…збірка цих знимок створена поміж «серйозними»  свідомими проектами і щоденним  записом та з’явилася в основному під час моїх самотніх, і не тільки, прогулянок, часом у атмосфері наближеній до молитви, без конкретних планів використання  знимок», К.В.

 

Ця  риса «невикористання» знимок,  роблення їх з внутрішньої потреби є суттю творчості Кшиштофа Войцеховського, особливо у течії, яку можна назвати «особистою фотографією». Ці знимки стають метафоричним звітом з власних роздумів, часто досить поважної природи, входять у сакральний простір, але при тому не втрачають своєї звичайної, фізичної привабливості. Звичайна частинка травника, фрагмент чорної вінілової пластинки, … – інші найзвичайнісінькі картинки – але піднесені до рівня метафори і глибокого роздуму.                                                                                     

Марек Григель. «Декілька думок про фотографію Кшиштофа Войцеховського»

 

 

 

 

 

Кшиштоф Войцеховський  нар. 1947 у Варшаві.

Фотограф, автор мультимедійних проектів, перекладач.

На почаку 70-х років співзасновник легендарної галереї «Ремонт».

У 1990-2006 роках працював у галереї «Мала» Спілки Польських Фотографів – Центру Сучасного Мистецтва у Варшаві.

Від кінця 1970-х років учасник багатьох групових та індивідуальних виставок у Польщі і за кордоном – з останніх потрібно відмітити великі ретроспективи у Центрі Сучасного Мистецтва «Замок Уяздовський» у Варшаві (2009), Кіношколі у Лодзі (2012), груповий показ «Польська концептуальна фотографія» у Берліні (2011). Займається фотографією у метафоричному та парапубліцистичному напрямках.   

                                                     Przedmioty w ogólności

W bogatym i różnorodnym dorobku artystycznym Krzysztofa Wojciechowskiego znajdują się fotografie, będące powtórzeniami i wielokrotnymi rejestracjami poje­dynczych przedmiotów i stanowiące zbiór bardzo spójny i będący przyczynkiem do udzielenia odpowiedzi na pyta­nia dotyczące kwestii fundamentalnych w odniesieniu do medium fotograficznego.

Wykonywane w tradycyjnej technice bromowej, bardzo skromne zarówno pod względem zaangażowanych w ich powstanie środków artystycznych, jak i wersji formalnej, fotografie te zaczęty powstawać w pierwszej polowie dekady lat siedemdziesiątych XX w. Często nie są zaty­tułowane, niekiedy opisane są tytułem będącym w pewnym świadomym powtórzeniem sfotografowanego obiektu. Przedstawiają „rzeczy zwykle”, takie, które są w potencjal­nym polu dotknięcia fotografa, obiektyw aparatu “ogląda” je tyleż nieselektywnie co czujnie i uważnie. Z jednej strony fotografowane są przedmioty codziennego użytku, na które nie zwracamy na co dzień szczególnej uwagi. Ich obec­ność wiąże się z oczywistą codzienną użytecznością, nie angażuje zatem percepcji. Dopiero podniesienie przed­miotów do rangi obrazu zmusza ją do tego. wywołując jed­noczesny efekt “rozpoznania”, bowiem to, co zostało pod­niesione do rangi wyższej poprzez zobrazowanie, jest powszechnie znane i rozpoznawalne. Tym samym, poprzez dublowanie, albo raczej wzmacnianie bodźców i aspektów rzeczywistości, osiągany byt efekt głębszej refleksji widza nad nią. ów efekt osiągany w tym momen­cie przez Wojciechowskiego jest bardzo bliski celom fotografii permanentnej, które zakładały między innymi, iż poprzez utrwalanie fotograficzne zjawisk nieważnych, codziennych rzeczywistość ujawniać będzie swoją złożoność i nowość. Rozpoznawszy specyfikę fotografi­cznego medium, Krzysztof Wojciechowski zbliża się w pewnym sensie, do idei fotografii permanentnej. Analiza warunków “formalizacji” rzeczywistości, która była istotna w poszukiwaniach Zbigniewa Dłubaka i Andrzeja Lachowicza, o czym wspomina Łukasz Ronduda i była również ważnym aspektem twórczości Wojciechowskiego.

Oszczędne w swojej formie fotografie są na poziomie wizualnym niemal ostentacyjnie paralelne do rzeczywistości. Jednak owa przeźroczysta bliskość między rzeczywistoś­cią, a nimi, zachodzi w oparciu o próbę wydobycia z fotografii jej najbardziej adekwatnych funkcji, co może być osiągnięte, dzięki wyborowi motywów, spełniających określone warunki. Określana mianem «czystej» jest taką, w aspekcie użytych środków i próbie wyeliminowania czynnika emocjonalnego oraz wyeliminowania w pewnym stopniu potencjalnych znaczeń, które niósłby za sobą bardziej czytelny kontekst, historia, ujęta fragmentarycznie, ale jednak niosąca możliwości spekulacji i potencjalnie budząca emocje.

Pozornie fotografie te zawiązały się na obiektach nie wybranych, lecz znajdujących się w zasięgu wzroku i wyni­kają z takiego sposobu fotografowania, który jest bardzo bliski mechanizmom i potrzebom zmysłu wzroku czło­wieka. W określonej przestrzeni spojrzenie pada na poszczególne jej fragmenty i służy do rozpoznania jak najszerszego spectrum aspektów tejże, zanim zatrzyma się na fragmentach już wybranych, po wstępnym oglądzie. Zapis prowadzony przez Krzysztofa Wojciechowskiego wydaje się być niezabarwiony jakąkolwiek intencją. Wskazuje na to pozorna nieselektywność odtwarzanych motywów (fragment zlewu kuchennego, wanny, zabrud­zonej ściany), co dodatkowo wzmacnia ich działanie, by przywołać choćby stwierdzenie Francois Soulages, iż cała moc fotografii wynika z jej amblwalencji. Wybierając wspomniane motywy Krzysztof Wojciechowski oczyścił pole między obiektem fotografowanym a fotografią i tym samym poddał samo medium głębokiej refleksji o jej źródła, prawa i możliwości.

Wojciechowski jednak nie stawia przed fotografią zadania niemożliwego, stawia natomiast pytania o fakty­czne możliwości medium fotograficznego. Owo pytanie uwypukla się, gdy obiektem fotografowanym stają się właśnie fotografie, wyeksponowane na ścianach. Zachodzi w tym wypadku swoista gra z potencjalnie mogącą kryć się w obrazie tego typu tautologią. Faktycznie Wojciechowski nie dokonuje jedynie powtórzeń, lecz reprodukując obraz przez kolejny obraz o takiej samej strukturze, wzmacnia pytanie o funkcje i kompetencje medium fotograficznego. Za ostentacyjnym fotografowaniem statycznych fragmen­tów stoi świadomość lub doświadczenie, iż realność w swo­jej całości jest niemożliwa do sfotografowania.

U podstaw estetyki fotografii leży odsłonięcie jej ograniczeń. Krzysztof Wojciechowski poprzez omawiane fotografie dokonuje adekwatnego odsłonięcia przemie­szczając się blisko tezy, która była tak istotna dla Philippe Dubois, a mówiącej, iż obraz fotograficzny jest wskaź­nikiem niezakodowanym i funkcjonuje jako znak istnienia Odsłonięcie ograniczeń medium twórczości Wojciechow­skiego prowadzi go następnie ponad nimi. bowiem “przed­mioty zwykłe” pojawiają się następnie w sekwencjach, przeczących pozornie funkcjom medium, w jakim powsta­ją. Wojciechowski, szukając odpowiedz na pytania doty­czące istoty fotografii, przekroczył właściwe jej możliwości, zasadzające się na funkcji rejestrowania form w prze­strzeni, ale poza czasem. Rejestrowanie przedmiotów zwykłych, które odbywało się z duzą uwaźnością, nabrało stopniowo cech rejestrowania bytu tych przedmiotów w czasie, z oczywistymi konsekwencjami, jaką była zarówno możliwość zarejestrowania zmian, które w wyniku upływu czasu i jego działania zaszły (powiększająca się smuga światła padającego na podłogę przez otwierające się coraz szerzej drzwi, zmieniający się zestaw brudnych naczyń w zlewie kuchennym), jak i tym. co było nemozliwe do zare­jestrowania i wydarzyło się poza polem rejestracji aparatu, ale co jest możliwe do zrekonstruowana przez odbiorcą bowiem jest prawdopodobne.

Te fotografie zawierają nieuchronnie i niespodziewanie silny ładunek emocjonalny, który ujawnia w momencie, gdy przyjmujemy, iż utrwalony został proces w czasie, co nierozerwalnie łączy się z przemijaniem i zmianą Fotografia, po odsłonięciu jej niewystarczałności. została w pewnym sensie uwolniona i otwarta się na potencjał metafizyczny. Tak dzieje się na przykład w przypadku pracy Kamień w Białce czy Ślimak. Zapis smierci. Te fotografie zawierając już nie tylko pytania o istote medium fotograficznego, ale w sposób prosty i odważny stawiają podstawowe i najtrudniejsze pytania o istotę bytu. o trwa­nie i przemijanie.

Marika Kuzmicz